Tytani z cienia. Czołowe polskie fundusze rodzinne

Katarzyna Krogulec, Magazyn MyCompany Polska | 28 sierpnia 2025    

Polski kapitalizm wchodzi w fazę dojrzałości. Przedsiębiorcy, którzy budowali swoje imperia w latach 90., dziś stają przed kluczowym wyzwaniem – sukcesją. I to właśnie ten proces staje się potężnym katalizatorem dla rozwoju rynku, który, jak podkreślają eksperci, dopiero w Polsce raczkuje.

Zanim zanurzymy się w świat konkretnych inwestycji, musimy zrozumieć, czym tak naprawdę jest family office, ponieważ termin ten w Polsce bywa nadużywany. O modelu family office opowiada nam Michał Zawisza, CIO w ZPI Family Office, i już na początku zauważa, że w polskiej rzeczywistości nazwa ta bywa mylona z pośrednictwem finansowym, doradztwem prawnym, a nawet jest używana przez banki jako synonim private bankingu.

Jak tłumaczy nasz rozmówca, w rzeczywistości rola family office jest znacznie bardziej strategiczna. To nie jest po prostu „zarządca” majątku, ale przede wszystkim profesjonalny alokator kapitału, który poszukuje najlepszych specjalistów od różnych klas aktywów i powierza im środki. W tym modelu fundacja rodzinna pełni rolę prawnego „skarbca”, a family office jest mózgiem operacyjnym – mieczem, którym to dziedzictwo zdobywa nowe terytoria.

Choć polskie prawo pozwala łączyć obie funkcje, w klasycznym modelu są to dwa odrębne, współpracujące ze sobą podmioty, które razem tworzą potężny, rodzinny ekosystem finansowy.

Polska na początku drogi

Koncepcja family office, choć jej korzenie sięgają setek lat wstecz, w nowoczesnej formie jest zjawiskiem globalnie młodym. W Polsce, jak obrazowo opisuje to Michał Zawisza, rynek ten jest absolutnie w fazie początkowej: – Jesteśmy na etapie noworodka, jeśli porównać to do życia ludzkiego. Nawet nie mamy ukształtowanego poprawnego nazewnictwa. Jednocześnie w ostatnich dwóch latach, odkąd pojawiły się w Polsce fundacje rodzinne, obserwuję znaczne zainteresowanie tematyką family office.

To właśnie ustawa o fundacji rodzinnej stała się impulsem, który może przyspieszyć ewolucję i profesjonalizację polskiego rynku. Rodziny, które zdecydują się przekształcić swoje majątki w „funkcjonujące bezterminowo rodzinne fundusze inwestycyjne”, będą naturalnie poszukiwać takich rozwiązań, otwierając drogę do powstawania profesjonalnych multi-family office, obsługujących kilka rodów jednocześnie.

Największą barierą, paradoksalnie, okazują się sami twórcy tych fortun. Jak tłumaczy Zawisza, pierwsze pokolenie polskich przedsiębiorców, przyzwyczajone do samodzielnego działania, z trudem oddaje stery. Zarządzanie majątkiem to jednak zupełnie inna dyscyplina niż prowadzenie firmy: – Trzeba spróbować przekształcić się z przedsiębiorcy w inwestora. To nie takie proste, dlatego jak podają statystyki z Kellogg School of Management z Uniwersytetu Northwestern, tylko 30 proc. biznesów rodzinnych przechodzi do kolejnego pokolenia. W konsekwencji w „jesieni życia” sukces biznesowy może okazać się porażką życiową.

Family office ma być odpowiedzią na to wyzwanie – dbać nie tylko o inwestycje, ale także o ład rodzinny (family governance), pod warunkiem zbudowania fundamentalnego zaufania.

Dziedzictwo szuka innowacji

Pewnie jesteście ciekawi, jakie rodziny w Polsce inwestują w startupy. Dyskrecja to ich drugie imię, dlatego stworzenie pełnej mapy polskich funduszy rodzinnych jest niemożliwe, między innymi dlatego że wielu przedstawicieli tych zamożnych rodzin nie chce rozgłosu w mediach. Jednak, jak udało mi się ustalić, na rynku coraz wyraźniej zaznaczają swoją obecność gracze, którzy nie boją się inwestować w ryzykowne, ale i przełomowe technologie. Niektórzy zakończyli już aktywny okres inwestowania, inni cały czas szukają ciekawych okazji. Oto najważniejsi z nich:

1. Manta Ray Ventures

To fundusz venture capital założony przez Sebastiana Kulczyka, który wspiera założycieli wdrażających rewolucyjne technologie. W portfelu Manta Ray znajduje się ponad 50 startupów, a do najbardziej znanych należą: Booksy i Brainly, a także Finiata czy Nomagic. Sebastian Kulczyk jest również twórcą programu InCredibles, wspierającego najbardziej perspektywiczne polskie startupy.

2. RIO ASI

To family office założone przez Rafała Brzoskę i Omenę Mensah, które zarządza zdywersyfikowanym portfelem inwestycji prywatnych i publicznych. Strategia RIO opiera się na podejściu opartym na wpływie (impact-driven) i wspieraniu ambitnych zespołów. Fundusz inwestuje w cztery główne obszary: Consumer & Retail, Services & Tech, Manufacturing oraz Real Estate. Do tej pory Rafał Brzoska zainwestował w około 40 spółek, a wśród nich znajdują się tak znane polskie startupy jak Booksy, Tidio, Your KAYA oraz Jutro Medical.

3. RKKVC

Robert Kamiński, założyciel marki przypraw Kamis, po sprzedaży firmy aktywnie reinwestuje kapitał w sektor zaawansowanych technologii. Jego głównym wehikułem inwestycyjnym jest RKKVC – fundusz venture capital prowadzony przez Mateusza Bodio, stanowiący część prywatnego family office Kamińskiego.

RKKVC koncentruje się na spółkach technologicznych, ze szczególnym uwzględnieniem modeli biznesowych SaaS oraz technologii podwójnego zastosowania (dual-use). Chociaż głównym obszarem geograficznym działalności są Europa i Stany Zjednoczone, czego przykładem są inwestycje w takie spółki jak Sea Machines czy SpaceX, fundusz zaangażował się również w krajowy ekosystem innowacji (np. ReSpo.Vision i papu.io).

4. UNO Capital

UNO Capital to fundusz typu family office Mariana Owerko, twórcy potęgi firmy Bakalland, znanego producenta bakalii i zdrowych przekąsek. Fundusz koncentruje się na polskim rynku, inwestując w małe i średnie firmy głównie z branży FMCG, ale także z sektora nowych technologii i usług medycznych. Wartość pojedynczej inwestycji sięga zwykle od 2 do 10 mln zł. W portfolio UNO Capital znalazły się tak głośne spółki jak Purella Foods, CallPage, Tidio czy Shoplo, a fundusz lokuje również środki w inne wehikuły, czego przykładem jest zaangażowanie w bValue.

5. Expeditions Fund

Expeditions Fund, założony przez Mikołaja Firleja i Stanisława Kastorego, to fundusz VC, który zrzesza globalną sieć rodzin, przedsiębiorców i prywatnych firm. Wehikuł aktywnie inwestuje w europejskie spółki B2B SaaS. Koncentruje się na projektach z obszaru deep tech, ze szczególnym uwzględnieniem cyberbezpieczeństwa, technologii obronnych (defence tech), sztucznej inteligencji i rozwiązań podwójnego zastosowania (dual-use). W jego portfelu znajdują się już m.in. francuski Orasio, brytyjski Labrys, estoński Lendurai oraz polskie startupy Proofs i Molecule.one. Expeditions Fund poszukuje firm na etapie od pre-seed do Serii A, oferując inwestycje w przedziale od 250 tys. do 5 mln euro. Założyciele funduszu są jeszcze twórcami Firlej Kastory – rodzinnej firmy, która głównie inwestuje w inne fundusze.

6. Betplay Capital

Rodzina Juroszków, znana z sukcesu bukmacherskiej grupy STS, systematycznie profesjonalizuje swoje działania inwestycyjne poprzez rozbudowaną strukturę typu family office, wspieraną przez zespół analityków rynkowych.

Strategia inwestycyjna jest świadomie podzielona. Patriarcha rodu, Zbigniew Juroszek, poprzez Juroszek Holding lokuje kapitał głównie w krajowych spółkach o profilu przemysłowym i produkcyjnym. Z kolei jego synowie, Tomasz i Mateusz, za pośrednictwem wehikułów takich jak Betplay Capital i MJ Investments, koncentrują się na rynkach międzynarodowych. Ich głównym obszarem zainteresowania są spółki publiczne z globalnego sektora iGaming oraz branż pokrewnych.

7. TDJ

Rodzina Domogałów stworzyła jeden z najbardziej znanych przykładów ewolucji od firmy przemysłowej do profesjonalnego wehikułu inwestycyjnego. Po przejęciu sterów w 2010 r. przez Tomasza Domogałę firma TDJ przekształciła się w zdywersyfikowaną grupę, która dziś aktywnie inwestuje w rozwinięte startupy poprzez swoje ramię TDJ Venture. Na celownik bierze dojrzałe spółki (runda A+), koncentrując się na przełomowych technologiach z obszarów climate tech i industry tech. W ramach grupy działał również wspólny fundusz TDJ Pitango Ventures, stworzony z izraelskim Pitango Venture Capital. Choć zakończył już etap nowych inwestycji, nadal zarządza portfelem osiem projektów.

8. Black Forest

Michał Sołowow, najbogatszy Polak, za pośrednictwem swojego funduszu Black Forest inwestował w innowacje o globalnym potencjale. Jego portfel obejmuje spółki biotechnologiczne (m.in. OncoArendi Therapeutics, ExploRNA), firmy z sektora zaawansowanych technologii (3DGence – druk 3D, New Era Materials – kompozyty) oraz projekty konsumenckie, jak platforma do pracy dorywczej Tikrow czy marka żywności funkcjonalnej eatyx. – Moja historia startupowa jest długa, rozległa i całkowicie nieudana – mówił w kwietniu tego roku na scenie EEC Talks Michał Sołowow, co może sugerować, że koncentruje się już tylko na inwestycjach w przedsiębiorstwa o ugruntowanej pozycji.

9. Fidiasz EVC

Fundusz VC/PE był stworzony przez Krzysztofa Domareckiego, założyciela Grupy Selena – globalnego producenta i dystrybutora chemii budowlanej. Fidiasz inwestował w startupy z takich obszarów jak zrównoważony rozwój, fintech, IoT, bio-agro, niekonwencjonalne źródła energii oraz nowe materiały dla przemysłu i budownictwa. Pierwszym startupem, w który zainwestował Krzysztof Domarecki, był fintech FinAi. W portfelu znalazły się także m.in. VersaBox, HiPromine i Photon Entertainment.

10. Leonarto.vc

Założony przez Konrada Pankiewicza, współtwórcę giełdowej SMT SA, Leonarto to zamknięty wehikuł inwestycyjny, który powstał z udziałów w 18 spółkach technologicznych. Jest zarządzany przez zespół z doświadczeniem na rynku kapitałowym. Portfel Leonarto skupia się na obszarach o bardzo wysokim potencjale wzrostu, takich jak telemedycyna, biotechnologia, nanotechnologia, przemysł kosmiczny, fintech i sztuczna inteligencja. W portfelu funduszu znajdują się między innymi: Bioceltix, Biotts, Emplocity i SentiOne.

Strategia, ryzyko i wartości

Dynamiczny rozwój funduszy rodzinnych rodzi pytania o specyfikę ich działania. Co tak naprawdę odróżnia je od klasycznych funduszy VC? I co to oznacza dla startupu, który puka do ich drzwi?

Punkt wyjścia do zrozumienia ich roli przedstawia Michał Zawisza (którego fundusz sam nie inwestuje w startupy, bardziej skupiając się na obszarze fund of funds i private equity). Zwraca on uwagę, że z definicji family office jest przede wszystkim alokatorem kapitału, który strategicznie rozdziela środki między wyspecjalizowanych menedżerów. Pod tym względem, jak podkreśla, zachowuje się „podobnie jak fundusze emerytalne czy ubezpieczeniowe”.

Jednak, jak od razu dodaje, rynek ewoluuje, a rodzinne wehikuły coraz śmielej wchodzą w rolę bezpośrednich graczy, konkurując z funduszami VC. Powód jest prosty: elastyczność. – Główny powód to uzyskanie większej elastyczności inwestycyjnej niż narzucone ścisłe strategie funduszy VC/PE w zakresie skali inwestycji czy czasu – wyjaśnia.

Tę elastyczność z prawnego i praktycznego punktu widzenia analizuje prawnik dr Szymon Syp, założyciel kancelarii SSK&W LAW FIRM. Dla startupu może ona być zarówno błogosławieństwem, jak i przekleństwem. Z jednej strony, jak zauważa Syp, oznacza szybkość i mniejszy formalizm. Z drugiej jednak ta sama nieformalność kryje w sobie konkretne pułapki, które na wczesnym etapie rozwoju polskiego rynku są szczególnie widoczne.

Szymon Syp wymienia trzy kluczowe zagrożenia. Po pierwsze, tendencja do przejmowania kontroli: – Family office czasami mają tendencję do obejmowania znaczących pakietów udziałów lub akcji – próbując niejako związać startup ze sobą i uzależnić – ostrzega. Skutkiem tego może być ograniczenie przyszłych możliwości rozwoju i pozyskiwania kolejnych inwestorów.

Po drugie, brak profesjonalizmu w dokumentacji. Z powodu braku głębokiej wiedzy o standardach VC „czasami spotykam się z sytuacjami, że inwestycja jest realizowana w ogóle bez umowy inwestycyjnej – a jedynie w ramach podwyższenia kapitału oraz zmiany umowy spółki” – mówi prawnik. To stwarza ogromne ryzyko dla obu stron w przyszłości.

Wreszcie, po trzecie, dochodzi kwestia samej wyceny. Syp mówi wprost, na czym polega problem: – Często zdarza się, że założyciele otrzymują od family office po prostu gorsze warunki finansowe. W praktyce sprowadza się to do tego, że ich firma jest wyceniana niżej, a w konsekwencji za te same pieniądze muszą oddać inwestorowi znacznie większy pakiet udziałów niż w przypadku transakcji z funduszem VC.

Skąd biorą się te pułapki? Michał Zawisza pośrednio daje odpowiedź, tłumacząc, dlaczego inwestowanie w startupy jest tak trudne dla osób spoza branży. Podkreśla, że indywidualni inwestorzy „często nie rozumieją procesów tam zachodzących, czy nawet języka, którym się posługują”, przez co nie są w stanie efektywnie wesprzeć założycieli.

To wszystko prowadzi do kluczowej różnicy – za kapitałem z family office zawsze stoi konkretna twarz, reputacja i dziedzictwo. To, jak zauważa Zawisza, czyni z nich niezwykle wymagających partnerów, ponieważ „środki inwestycyjne są kojarzone bezpośrednio z konkretnymi rodzinami czy nawet osobami, a nie z instytucjami”.

Jak zatem te wartości są zabezpieczane? Jak potwierdza Szymon Syp, rzadko odbywa się to przez twarde zapisy w umowach. Na obecnym etapie jest to raczej kwestia wzajemnego dopasowania: – Myślę, że family office to bardziej nieformalny zestaw wartości i podejścia, co przekłada się na inwestycję w startup, niż wpisywanie takich wartości w umowach inwestycyjnych – podsumowuje, dodając, że wiele z tych podmiotów szybko się profesjonalizuje i zaczyna działać jak typowe fundusze VC.

Na koniec Michał Zawisza serwuje twardą dawkę realizmu każdemu, kto myśli o pozyskaniu kapitału na tym rynku. Inwestycje w startupy to segment o potężnym ryzyku. Statystyki są bezlitosne: fundusz VC średnio w 75 proc. projektów traci wszystkie zainwestowane pieniądze, a szansę na bardzo wysoki zwrot ma w 1-2 proc. przypadków. Dlatego kluczem jest profesjonalne podejście i globalna perspektywa, bo rynek VC w CEE stanowi tylko 2 proc. rynku europejskiego.

 

Artykuł opublikowany w magazynie i portalu MYCOMPANY POLSKA w poniższym linku:

https://mycompanypolska.pl/artykul/tytani-z-cienia-czolowe-polskie-fundusze-rodzinne/18707

 


Opublikowane w: